Było bardzo gorąco jak na koniec września, przez co lekcje dłużyły się bardziej niż zwykle. Nauczycielka nawijała coś o budowie wewnętrznej owadów a słuchała ją tylko gromada największych kujonów. Reszta klasy rozmawiała między sobą lub zajmowała się różnymi rzeczami nie związanymi z lekcją. Shea siedziała odwrócona do tablicy tyłem i udając, że słucha co mówi do niej koleżanka z ławki za nią, wpatrywała się w profil szczupłego i wysokiego bruneta. Chłopak znudzony patrzył się na las za oknem. Kiedy poczuł na sobie jej wzrok, skierował swoje spojrzenie na nią, a ona speszona cicho pisnęła i szybko odwróciła się w stronę tablicy. Nagle wszyscy usłyszeli zbawienny dźwięk dzwonka na przerwę.
Dwójka punków, jeden z fryzurą na jeża i mnóstwem kolczyków, a drugi z białym irokezem, bez zbędnego "do widzenia" wymaszerowali z sali od biologii, zaraz za nimi powolnym krokiem udało się kilkoro metali wszyscy mieli przydługie włosy a na ich torbach i plecakach znajdowały się naszywki i przypinki różnych metalowych i rockowych zespołów. Następna była szkolna "elita", pakerzy z drużyny sportowej i rozchichotane cheerleaderki puste jak tabernakulum w wielki czwartek. Potem z klasy zaczęli wychodzić zwykli szarzy uczniowie, gdy nagle w całej klasie rozległ się huk. Wszyscy spojrzeli w stronę powoli podnoszącej się z ziemi Elio z mocno pomalowanymi powiekami na czarno, w tłumie było słychać cichy szmer i chichot. Shea zostawiła pakowaną przez siebie obwieszoną uroczymi breloczkami torbę i podbiegła do obolałej dziewczyny.
- Nic ci się nie stało? - zapytała troskliwie.
- Nie, tylko potknęłam się o mój ogon. -uśmiechnęła się blado dziewczyna.
Shea pomogła wstać Elio a następnie wróciła do ławki po torbę. Zauważyła, że brunet od pewnego czasu się jej przygląda, lekko zarumieniona spuściła białe uszka, schowała twarz w krótkich, jasnych włosach i przyspieszyła kroku.
Z klasy wyszli już prawie wszyscy oprócz kilku kujonów dyskutujących o czymś z nauczycielką i Shea czekającej na swoja przyjaciółkę próbującą szybko zapakować wszystkie swoje rzeczy do szarego plecaka z przypinkami różnych rockowych zespołów i postaciami z anime i mang.
- Boże, Juu przerwa nam mija...- powiedziała zniecierpliwiona Shea i splotła chude rączki na swojej piersi.
-Już już, gdzie ci się tak śpieszy? - powiedziała poprawiając swoją koszulę od mundurku i zgarnęła niesforne, puchate, blond włosy na prawe ramię. Wyprostowała się i podeszła do o wiele niższej od siebie Sheai i uśmiechnęła się asymetrycznie wskazując teatralnie drzwi.
Dziewczyny szły przez korytarz mijając wielu uczniów. Nagle Juu zatrzymała się i uwiesiła się na plecy wysokiego i puszystego chłopaka z torbą z logiem Slayer'a, który zaciekle dyskutował o czymś ze swoim kumplem. Ten spokojnie strącił jej ręce ze swoich ramion i powoli się odwrócił. Miał krótko obcięte brązowe włosy, zaokrąglone uszka i pulchną twarz. On tak samo jak jego kolega byli przedstawicielami rasy metali. Był przyjacielem Juu prawie od zawsze, byli jak rodzeństwo.
- Hej Ursus, idziecie z nami na szczepienie?- powiedziała do chłopaków.
- To już dzisiaj?!- Skrzywił się szatyn.
- Rano babka od matmy mówiła, że od tej przerwy możemy się zgłaszać na szczepionki do gabinetu pielęgniarki- przewróciła oczami Juu.
- No to kolejna noc nie przespana...- stwierdził ponuro Christops, który do tej pory przysłuchiwał się rozmowie.
- Dobra to chodźcie! - krzyknął Ursus który już ruszył w drogę to tego jak że upiornego gabinetu.
-Dobrze dzieciaki, to tak jak zawsze, ustawcie się w kolejce, zastrzyk troszkę poboli i przestanie- powiedziała na pozór miło, higienistka. "Taa trochę... może na początku, w nocy ból jest nie do wytrzymania." pomyślała Shea i posmutniała.
-Poczekasz na mnie przed drzwiami?- zwróciła się do Juu próbującej powstrzymać lekkie krwawienie z rany po szczepiące. Podniosła głowę i przytaknęła przyjaciółce czekającej
jeszcze w kolejce i wyszła dołączając do Ursusa i Christopsa. Chwilę później poczuła lekkie ukłucie i ból rozchodzący się po ramieniu. Wstała i zaczęła przepychać się między uczniami czekającymi na szczepienie. Nagle z kimś się zderzyła, podniosła głowę i zobaczyła twarz bruneta z podniesionymi na szpic uszami o jasno niebieskich oczach, z którym miała biologię i historię i któremu intensywnie przyglądała się na poprzedniej lekcji.
-Przepraszam.-powiedziała cicho, rumieniąc się i szybko wyszła z gabinetu pielęgniarki.
uuuuu! so romantic :3 hmmm... co za ubogi podział na kasty... nie ma mojej ulubionej tj. plastików i drechów... czekam na następny rozdział i jakąś galerię czy coś...
OdpowiedzUsuńFajne opowiadanko tylko jak poprawiałam te twoje wypociny to nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać.( jestem betą i poprawiam te wypociny). Ale historia sama w sobie jest wciągająca
OdpowiedzUsuń